oskarliterski blog

Mały Wielki Człowiek

Oskarek dzisiejszy dzień spędził na zabawie. Poraz pierwszy od prawie 2 tyg. usłyszałam jego radosny śmiech. Tak bardzo mi tego brakowało. Jeden malutki uśmiech Ukochanego Synka, a tak wiele radości :-))) 

Oskarek pogłaskał się po swojej główce i zadał mi pytanie: „Mamo, spójrz, gdzie są moje włoski? Przecierz już mi odrosły”. Zakręciła mi się łezka w oku, ale nie mogłam dopuścić, żeby widział moje łzy. Tak ciężko robić dobrą minę do złej gry. Tak ciężko wytłumaczyć dziecku DLACZEGO?

Wyniki nadal rosną: granulocyty 800, CRP spadło ze 180 na 34 – SUPER. Niestety płytki nadal marne – 7 tys. Już ładnie je, dlatego odstawiono mu worek żywieniowy i od dzisiaj nie mamy już reżimu. Nareszcie mogliśmy wyjść na świetlice, do dzieci. Niebawem zaczniemy kolejną chemię. Mam nazieję, że uda nam się chociaż na 2 dni pójść do domu. Ale napewno jeszcze nie teraz.

 

Oskarek czuje się coraz lepiej. Buźka ładnie się goi – to zasługa rosnących granulocytów i różnych „mikstur” do płukania jamy ustnej zleconych przez lekarza. Humor też mu powoli wrac.

Niestey włoski znowu mu wypadają. Ma ich już niewiele. Aż w srecu ściska kiedy patrzę na poduszkę, na której pełno jego ślicznych ciemnych włosków. Ale to akurat najmniejszy problem.

Zaczyna powoli samodzielnie jeść i już niebawem będzie można odstawić worki żywieniowe. Tęskni za domkiem – wciąż pyta kiedy wyjdziemy ze szpitala. Wkońcu jesteśmy na oddziale już od ponad 3 tygodni. Niestety nadal mamy reżim sanitarny i nie możemy wychodzić z sali, ale mam nadzieję, że już nie długo. Dzisaj granulocytów miał 320 (wczoraj 220) – rosną. Za to płytek jest nadal niewiele, tylko 5 tys. niewiadomo kiedy się „odbiją”.

WZNOWA

Brak komentarzy

Niestety stało się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Trzy tygodnie temu usłyszeliśmy,
że nastąpiła WZNOWA choroby. Oskarek rozpoczął kolejną walkę. Tym razem przeciwnik jest
o wiele bardziej agresywny i groźny. Boimy się pomyśleć co będzie dalej.
Oskarek jest po pierwszym cyklu chemii. Przeszedł ją fatalnie. Wyniki bardzo spadły.
Płytki 3 tys., leukocyty 0,25, granulocyty 0,00, hemoglobina 7,2. Taki stan utrzymywał
się przez kilka dni. Temperatura, straszny ból buźki – ma okropne zapalenie jamy ustnej
(chemia wypaliła w niej wszystko). Dzisiaj mija 6 doba kiedy nie wziął nic do ust –
karmiony jest pozajelitowo. Dobrą wiadomością było dzisiaj to, że prawdopodobnie
leukocyty zaczynają rosnąć. A wraz z ich wzrostem wszystko się będziej lepiej
i szybciej goiło. Czekamy z drżeniem serca co przyniosą nam następne dni.

Oskarek leczony jest w Akademii Medycznej w Gdańsku od 4 maja 2007 roku.

Od tamtej pory Oskarek przeszedł:
- Agresywną chemioterapię (od 8 maja do 16 lipca 2007)
- Bardzo skomplikowany zabieg operacyjny – usunięcie guza z okolicy zaotrzewnowej (21 sierpień 2007)
- Megachemioterapia (13 do 19 wrzesień 2007)
- Autoprzeszczep szpiku kostnego we Wrocławiu (20 wrzesień 2007)
- Radioterapia (od 7 do 24 stycznia 2008)
- Roaccutan (od 28 stycznia 2008), przez okres 6 miesięcy

Mój synek Oskarek w zeszłym roku zachorował na nowotwór złośliwy. Przeszedł bardzo długą i bolesną drogę. Teraz jesteśmy prawie na końcu tej drogi i chciałabym podzielić się z wami swoimi przeżyciami, smutkami i radościami, jakich doświadczyliśmy w ciągu ostatniego roku. Dlatego też postanowiłam zacząć pisać ten blog. Chciałabym też nawiązać kontakt z rodzicami dzieci, u których dopiero co zdiagnozowano chorobę, aby móc dodać im otuchy, a także z rodzicami, których dzieci dawno już zakończyli leczenie, aby to oni mogli wesprzeć mnie i powiedzieć z własnego doświadczenia, że można wygrać tę straszliwą walkę.
Chciałabym przybliżyć w kolejnych wpisach cały przebieg leczenia Oskarka i oczywiście na bieżąco informować o jego stanie zdrowia i samopoczuciu.

Oskarek zachorował w maju 2007 roku.  4 maja postawiono diagnozę: neuroblastoma IV st. Główne ognisko wychodziło z nadnercza, były przeżuty do oczodołu i szpiku kostnego. Guz w brzuszku miał ok 9 cm wielkości, ten w oczodole ponad 3cm. Szpik kostny zajęty był w 100% przez komórki nowotworowe. Dla Nas rodziców był to ogromny szok. Przeżyliśmy ciężkie chwile i ilekroć do nich wracamy, nie możemy opanować wzruszenia i łez.


  • RSS