Bardzo często zaglądamy na stronę Pomorskiego Hospicjum Dziecięcego w Gdańsku, pod którego opieką był Nasz Kochany Oskarek… Jest tam „Świat Wspomnień”, gdzie przepięknie o Misiu napisała Pani Dr Ania, którą Oski baaaardzo lubił. Warto poświęcić kilka minut…

„Oskarek

Oskarek odszedł cicho, nad ranem 16.11.2008 otoczony miłością, troską swoich najbliższych. Podróż małego Wielkiego Bohatera w naszym świecie trwała 4 lata. Dla nas wszystkich to za krótko, dużo za krótko. Nasze drogi się rozeszły. My zostaliśmy w znanym nam świecie i tutaj musimy podążać dalej, a nasze wędrowanie nie będzie takie samo. Każdy kto doznał zaszczytu bycia z Oskim jest zobowiązany coś zmienić w swoim życiu. Codziennie trzeba przypominać sobie, co jest ważne. Tego próbował nas nauczyć mały Oskar, który często w niepojęty dla nas sposób znosił cierpienie, a jednocześnie potrafił dojrzeć ukryte pod ciepłym uśmiechem ból i rozpacz w sercu bardzo kochającej mamy.

Kiedy Oskarek był już bardzo słaby chciał oddychać przez maseczkę tlenem (wcześniej maseczka + tlen = bunt Generała), przebudzał się tylko na krótkie chwile, ale jedną z tych chwil mi podarował. Nasze spojrzenia spotkały się. Patrzył na mnie swoimi pięknymi, kryształowo błękitnymi oczami tak rześko, uśmiechnął się spod maseczki z tlenem delikatnie, tak bardzo niewinnie, pełen spokoju, jakby chciał powiedzieć: „jest dobrze mała”. To spojrzenie na zawsze pozostanie w moim sercu i wiem, że w najtrudniejszych chwilach doda mi otuchy. Oskarek miał magiczne oczy, które były zwierciadłem jego duszy. Dostał je od swojej wspaniałej mamy. Gdy skończyła się już ziemska wędrówka naszego Oskiego, gdy ściskałam się z jego cudownymi rodzicami przy grobie naszego Generała, w oczach jego mamy przez chwilę zobaczyłam to samo spojrzenie kochanego Misia – „nie martwcie się jestem z Wami, jest dobrze”.

Ostatnia podróż Oskarka była niezwykłą ceremonią. Trudno sobie wyobrazić, że tak trudna i smutna uroczystość może dodać sił i wiary, a ta ceremonia taka była. Tak jak życie naszego Oskiego było niesamowite i zmieniło życie bardzo wielu osób.

Tata chłopca w trakcie naszych spotkań zadał mi pytanie: „Skąd brać siłę, by opiekować się naszymi dziećmi i ich rodzinami?” To naprawdę bardzo trudne pytanie. Jednak odpowiedź nadeszła sama. Nasz kochany Misiek nie chciał wyjść ze szpitala do domu, bo tak bardzo bał się bólu. Jednak jego bardzo dzielni, niesamowici Rodzice podjęli bardzo trudną decyzję o powrocie do domu. W domu walczyliśmy z dolegliwościami, lecz choroba nie zatrzymywała się i kradła nam Małego Rycerza dostarczając mu kolejnych cierpień. To był piątek, gdy przed wizytą zadzwonił tata i trochę łamiącym się głosem powiedział, że Oskarek chce o coś zapytać. Wyjątkowo silnym i pogodnym głosem Misiu powiedział, że nie chce już nigdy jechać do szpitala i spytał, czy może zostać w domu, a mama będzie mu podawała leki. To było najpiękniejsza rozmowa i niestety nasza ostatnia.

Te słowa są dla mnie jak zastrzyk magicznej energii, który pomoże w towarzyszeniu innym małym, cichym bohaterom i ich rodzinom. Dziękuję Ci wspaniały Misiu, że pozwoliłeś mi choć przez chwilę powędrować z Tobą i Twoimi Rodzicami. Dzięki temu, że nasza podróż wiodła wyboistą i bardzo trudną trasą dużo dowiedzieliśmy się o sobie samych i nauczyliśmy się, że należy stawiać czoła przeciwnościom, które spotykamy.

Oskar i tata mają swoją ulubioną piosenkę, której autorem słów jest Paweł Chustak, a wykonuje ją zespół „Stróże Poranka” (www.strozeporanka.org). Wspaniali ludzie zgodzili się udostępnić ją na naszej stronie. Myślę, że może ona być światłem oświetlającym właściwą drogę, którą powinniśmy w naszym życiu podążać ♫ . Dziękuję Ci kochany Oskarku i Twoim Rodzicom, że pozwoliliście mi ze sobą powędrować. Mam nadzieję, że na mapie jest dla nas jeszcze wspólna droga, a więc do zobaczenia.

Anna Jędrzejczyk, lekarz PHD

O OSKARKU

Do grona naszych podopiecznych dołączył uroczy 4 letni Oskarek. Po półtorarocznej walce z chorobą nowotworową (neuroblastoma), po stosowaniu wyczerpującej chemio -, radioterapii, leczeniu operacyjnym, po przeszczepie szpiku nastał czas walki o spokój, chwile uśmiechu, pozbawione bólu. Walka jest trudna, ale warta nawet jeśli wygraną jest jeden dzień, a czasem tylko chwila.

Oski nie chciał iść do domu, gdyż bał się bólu. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie jak wielkie może być cierpienie czteroletniego dziecka? Chyba nie. Serce rodzica pęka z rozpaczy, gdy najukochańszy, najcudowniejszy skarb prosi swoją mamę, by jak najszybciej jechali do szpitala, bo tak bardzo boli.

Dwoje młodych, cudownych rodziców podjęło najtrudniejszą w swoim życiu decyzję o powrocie do domu. Dalszy pobyt w szpitalu nie jest w stanie zmienić przebiegu choroby, alternatywą dla pobytu w szpitalu jest pobyt w domu pod opieką hospicjum. Przed wypisem dzięki wsparciu mądrych i bardzo życzliwych głów udało się zastosować alternatywne leczenie przeciwbólowe. Niesłychanie ważne dla nas wszystkich było podarowanie wolnej od bólu szczególnie pierwszej nocy w domu i udało się !!! Oskarek już nie chce wracać do szpitala, bo nie ma to jak z mamą, tatą, dziadkami, ciocią, wujkiem, kuzynami, i ….., we własnym domu, we własnym a czasem babcinym łóżeczku.

Po powrocie do domku jedną z pierwszych małych radości dostarczył dźwięk miksera ☺. Gdy Oski go usłyszał bardzo się ożywił i już chciał pomagać przy domowych wypiekach, bo trzeba dodać, że ma zacięcie kulinarne nasz milusiński (chyba po tacie). Nic też więc dziwnego, ze bardzo spodobała mu się bajka Ratatuj; kto nie widział to Oski poleca. Do ulubionych bajek należą też Potwory i spółka. Niestety w miarę upływu czasu, ubywa też sił i obejrzenie całej bajki obecnie stanowi zbyt duży wysiłek dla chłopca, ale niech tylko ktoś spróbuje przełączyć to Oski szybko daje znać i przywołuje należyty porządek.

Oskarek ma swoje sposoby zaprowadzania ładu. Gdy zjawiliśmy się w jego domu i toczyliśmy rozmowy bardziej i mniej poważne, Misiu zaczął wszystkich ustawiać w stylu : „mam nie gadaj”, „tata nie gadaj”, „babcia nie gadaj” a do reszty zgromadzonego społeczeństwa „nie gadać”. Jednak kolejnego dnia, gdy tak po kolei wydawał komendy po mamie, tacie, babci padło „pani kotol nie gadaj”. Zabrzmiało to tak uroczo i zabawnie, że aż nasz mały generał sam się zaśmiał.

W trakcie dotychczasowego pobytu w domu ta wspaniała rodzina w prezencie dostała przepiękny czwartek wolny całkowicie od bólu, duszności, pełen uśmiechu, rozgadany, roześmiany. Nawet wybrana osobiście w internacie chorująca lalka doczekała się pełnej, profesjonalnej pomocy medycznej. Pan doktor Oskar w pięknych pomarańczowych okularach na swym małym zgrabnym nosku, w „nieco” przydużych rękawiczka (wysoki standard świadczeń ☺) osłuchał serduszko, zaaplikował leki w syropie, w zastrzyku, gdy lala kaszlała, lub miała wypieki z gorączki. Cieszę się bardzo, że mogłam asystować mojemu małemu mistrzowi, który potrafi tak pięknie uczyć życia nas dorosłych. Często pędząc za lepszym jutrem zapominamy jak być tu i teraz, jesteśmy ślepi na piękno ulotnych jak piórko na wietrze chwil spędzonych z drugim człowiekiem, którego jutro może już nie być. Jutro już nie będzie dzisiejszych chwil, będę już inne.

Niestety pobyt Małego Rycerz w domu nie jest wolny od bólu i cierpienia. Już w wkrótce po powrocie nad ranem wystąpił silny napad duszności i drgawek, który bardzo przeraził rodziców. Przeraził, ale nie sparaliżował. Stanęli na wysokości jednego z najtrudniejszych zadań. Gdy pielęgniarka z naszego zespołu po powrocie do domu ze szpitala pokazywała jak się obsługuje przywieziony sprzęt (koncentrator tlenu, ssak) nikt nie spodziewał się, że tak szybko mama i tata będą musieli w praktyce zastosować zdobyte nowe umiejętności. Poradzili sobie wzorowo. Oski swoje urodziny spędził w domu lecz niestety nie były one pełne radości i nie były wolne od cierpienia. Cierpienie i nieopisany ból przepełnia też serca jego najbliższych. Jego niesamowitych, pełnych pięknej i bardzo mądrej miłości rodziców, którzy są przy nim dniem i nocą. Można dodać im wiary i otuchy na blogu: Oskar Literski.
Niestety choroba osłabia i odbiera nam Oskarka coraz bardziej. W miarę naszych możliwości staramy się towarzyszyć wspaniałej rodzinnie i ulżyć w bólu tym fizycznym i psychicznym.

Oskarek odszedł dzisiejszej nocy (16.11.2008).”